Strony

14.9.12

"król Czu przechodząc przez rzekę Kiang znajduje ziarenko strzałki jest czerwone jak słońce duże jak orzech podnosi je zjada"

mam poczucie że wykonuję wszystkie czynności bardzo równo jakbym kroiła twarde masło nóż jest ostry wchodzi powoli czuć opór ostatecznie masło jest pokrojone na równe kawałki ale jego bardziej przekorna część pozostaje na nożu jest lżejsza i cieplejsza od swojej reszty i tak samo się dzieje z moimi czynnościami rozkładają się równomiernie układają wzrostem lub alfabetycznie w zależności od humoru ich esencja natomiast obkleja mnie szczelnie czynności jak kostki masła są twarde i zimne układają się na zimnym talerzu w zimnej kuchni gdzie nie zamykam okien nawet na noc a kaloryfery jeszcze nie grzeją jednocześnie jak pozostałości masła na nożu opatulają mnie i zaczynają prowadzić przez gładkość i ciepło świadomie dobieram słowa smakuję je najpierw obracam lekko w buzi dotykam językiem czuję ich wyrazisty smak i zapach niektóre są wysokie jak najwyższe budynki są tak skonstruowane by opowiedzieć trzęsienie ziemi lub horyzont wytłoczony wysokimi budowlami których się trochę boję ale które jak moje działania układają się w nierówność tak równą i przejrzystą że aż ciężko obdarzyć to wszystko zrozumieniem wychylić głowę odetchnąć złapać oddech oddychać 

21.3.12

szuruszuszu się mi bardzo podoba. kocham go oraz się z nim ożenię.

we wtorek jak zwykle padało. balon niebieski oraz zielony siedziały, nóżka na nóżkę, mleko w proszku w szklance, a konduita ich była nadprzeciętna. wtem postanowiły się wybrać w podróż balonem. podróż wokół świata oraz państw wszelakich! (- przy czym najchętniej zwiedźmy te na literę M na przykład, mój drogi, co ty na to?) pogoda była wyśmienita, jak najbardziej wiosenno-wiosenna, płaszczyki krótkie i oraz w kratkę. we środę - jak to zazwyczaj bywa przede podróżą - baloniki musiały wykonać nieco matematyki odnośnie chociażby czasu albo prowiantu. i tak obliczyły, że podróż zajmie im dni 80, kanapek należy spakować 480 plus jakieś napoje. balony pakowały się w największej ekscytacji. wzięły same najpotrzebniejsze rzeczy: dwa kubki, ręcznik (jeden, gdyż postanowiły się myć na zmianę. - zresztą wcale nie będziemy się myć, weźmy ręcznik, będziemy się na nim opalać!), lornetkę, parasol, spodnie na zmianę, chusteczki do nosa, pilot od telewizora, lunetę, skarpetę (- jedna nam wystarczy, będziemy nosić na zmianę. - albo w ogóle nie będziemy jej nosić, ma być ciepło), szlafroczki, wędki z haczykami, haczyki na ścianę, termos na zupę i na herbatę, zupę. oraz herbatę. poduszkę w kratkę, poduszkę w linię, słownik ortograficzny, zeszyt w pięciolinię z nutami, fortepian, kontrabas (- nauczę nas grać, co ty na to?), muszkę oraz krawat. - a już będąc w trakcie uszyjemy sobie butonierki i będziemy do nich kwiaty wkładać. podróż wystartowała zaraz nazajutrz dnia kolejnego z samego, o 11, rana. balon podróżny był duży i złoty, a wchodziło się doń schodeczkami. balon zielony bał się choroby morskiej, ale na szczęście nie zachorował. lot oraz podróż były całkiem wyśmienite i smaczne oraz udane! baloniki miały małe składane krzesełka, małe balkony oraz fartuszki i zwierciadełka. w każdy drugi czwartek nowego miesiąca baloniki łowiły na wędki owoce świeże oraz warzywa. zupa z groszku w piątki miała smak zielony oraz zapach ryby-rekina.

10.2.12

"я тебе друг, а ты мне, ну кто мне ты?"

w euforii czego nie dotknę jest sobą w teorii są miejsca z których idę i do których wychodzę przyprawy zmieniają smak na mdły bohaterowie zmieniają przedrostki na super- bywają zdania od których tracę na wadze przybieram na treści są zdania które bywają o tobie do ciebie piosenki

26.1.12

"jeśli masz ochotę iść w lewo, Wieniczko, to idź. do niczego cię nie zmuszam (...) i poszedłem w prawo, nieco chwiejnie z racji zimna i smutku"

ostatnie pieniądze wydałem na tę dziewczynę. trudno. pomyślałem, że w przyszłym miesiącu i tak mogę już nie żyć. i z tej perspektywy wychodzi, że ani grosz się nie zmarnował. kupiłem rybę i papierosy, wódkę oraz pączki. podarek w postaci kwiatów bardzo jej się podobał. siedziała zaczarowana, wpatrzona w ściany, urzeczona moją gościnnością. podobała jej się moja beztroska. byłem jak lekki wietrzyk, który delikatnie szumiał jej w uchu. muszelka znad morza, nad które nigdy z nią nie pojechałem. siedzieliśmy bez słowa, bo ryba miała dużo ości. każdą trzeba było pieczołowicie wyjąć, obejrzeć pod światło i odstawić na spodeczek, który przygotowałem zawczasu. w tym celu. w celu żeby odstawiać nań ości. odstawiała. nadstawiała ucho, policzek i usta, ale wzrok miała wbity w za okno. czułem, że chce uciec. czułem, że nie umrę tak prędko i grosz się jednak zmarnował. na marne poszedł bukiet kwiatów w niezaprzyjaźnionej kwiaciarni kupiony. na marne moja atencja, którą starałem się okazywać gestem. gościnnością. udawanym zaangażowaniem. zresztą, czy aby na pewno udawałem. rano obudziłem się sam. na talerzyku ości ułożyły się w napis. nie mogłem uwierzyć. czy to na pewno nie jesteś ty? skąd mam wiedzieć, że to nie ty. wydałem ostatnie pieniądze, została mi po niej pusta butelka i myśl, że nie mogłem chcieć bardziej. nie chciałem.

18.1.12

Anna mię w przelocie oraz we drzwiach pozdrowiła. podziękowałam

bez dziewcząt wokół mogę w końcu być super-wszystkimi-bohaterami. wychodzę na balkon, się zmierzcha, stoję we drzwiach, w stroju domowym, w przejściowym na balkon pokoju, mrużę oczy i obserwuję. być może palę cygaro lub fajkę (lub choć papierosa), robię to wszystko, nienagannie oraz na miarę uszyty, ubrany, w ubraniu odświętnym, wypastowanym. bez dziewcząt wokół mam staranne maniery, butonierka w kant, nóż widelec, wybija zawsze punkt jedenasta.

zazwyczaj starcza mnie na kilka godzin, ładuję się we drzwiach, w przelocie, między jedną sytuacją a drugą, uzdrawiam. zostawiam ślady świeże, delikatne, troszkę cię zapalam. Anna pozdrowiła mię w przelocie, we drzwiach, zapach czekoladowego ciasta.

bez dziewcząt wokół jestem superbohaterem. ubrania się nie znoszą, zdania nie dezaktualizują, zawsze starcza mnie na tyle, na ile akurat ma starczać. dziękuję, zapraszam.

3.12.11

"i mam łuk brwiowy, choć na zewnątrz nic nie widać, wewnątrz obolały."

a tu jak zawsze. ściągasz majtki i przestajesz palić.

11.10.11

not tonight, Josephine

o 12 nie miałam pociągu do z miasta do miasta, pociąg pojawił się, gdy wybiła szesnasta. zrobiło się zimno, zmieniłam prześcieradła. ulica była nieprzejezdna, domki wielorodzinne, obiad - jednodaniowa potrawa, w widelce i filiżanki stołowa zastawa. wyciągnęłam nogi na stół, buty pod krzesło, w jednej dłoni papieros, w drugiej kawa, nie było ani ciepła, ani światła. słowa się posklejały, złożyły w kosteczkę jak ubrania, złożyły się w nic nieznaczące zdania, zdania o niczym, długie, niepoprawne gramatycznie, stylistycznie, fleksja mocno kulała. kompas pokazał wschód i zachód. północ i południe nie zmieściło się na wyświetlaczu.

o 13 spakowana, wszystkie książki i ubrania.

o 17 pociąg odchodzi, dokąd ty idziesz, cher prince, Małgorzata.